środa, 29 listopada 2017



MAGICZNE SCIERECZKI

GLOV












Mam nieodparte wrazenie ze wciaz tylko narzekam tutaj.
Dzisiaj postanowilam zerwac z ta tradycja i pragne pochwalic pewiem gadzet(?) kosmetyczny, w dodatku jeszcze polskiej produkcji.
O tym produkcie uslyszalam po raz pierwszy od dziewczyn na yutube, ktore otrzymaly w jakims pudeleczku takie cos na palec i zmywaly tym makijaz, a potem zobaczylam zestaw (juz wiekszych) w Tk maxx ktory kosztowal (chyba) £8, ale go zignorowalam. Nastepnym razem kiedy bylam w tym sklepie byl przeceniony na £5. Postanowilam zaryzykowac i musze przyznac ze od pierwszego uzycia jestem zachwycona ta sciereczka. Kupilam wiekszy zestaw w ktorym  byly trzy produkty; najwiekszy, ktorego w tej chwili uzywam, mniejszy do zalozenia na dlon, i malutki na palec- oba jeszcze w opakowaniu.
Osobiscie nie wierze ze cos zmyje mi makijaz natychmiast, z ta sciereczka tez tak jest ze trzeba troszeczke potrzec, wyplukac, wiadomo brudna cala w podkladzie nie bedziemy myc twarzy.
Ale zmywa ona tak makijaz ze w zyciu chyba zaden produkt mi tak pozadnie nie usunal wszystkiego z twarzy. 
Musze tu jednak zaznaczyc ze skora jest tak dobrze oczyszczona ze musze natychmiast nalozyc na nia cos nawilzajacego, bo mam bardzo nieprzyjemne uczucie sciagniecia.
Sciereczkami jestem zachwycona!
 Jedyny minus jaki widze to to ze ciezko z niej zmyc pozostalosci makijarzu. Trzeba dobrze wetrzec w nia mydlo i porzadnie plukac, ale jak widac na ostatnim zdjeciu mozna wszystko z niej usunac, a uzylam jej juz ponad dziesiec razy i nie jest odbarwiona i nie widac zadnych pozostalosci makijazowych.




GABECZKA NANSHY





Musialam wymienic moja sfatygowana juz gabeczke z REAL TECHNIQUES i wczoraj natknelam sie na takie cudenko w Tk maxx za £2.99.
Oczywiscie bardzo sie nad jej zakupem zastanawialam poniewaz moja poprzednia bardzo dobrze sie sprawowala i nie widac bylo na niej az tak bardzo podkladu, bo niestety z czasem coraz trudniej schodzil podczas mycia.
Mam nadzieje ze nie bedzie gorsza od poprzedniej, a jesli nie... trudno wroce do REAL TECHNIQUES (w Superdrug dwupak obecnie kosztuje £7.49)

wtorek, 31 października 2017




HEAD&SHOULDERS

EXTRA STRENGTHENING TONIC

CZYLI

POMOC DLA WYPADAJACYCH WLOSOW





Tytul bedzie dluzszy od posta:)

Zuzylam juz dwa w tym roku poniewaz wlosy mi wypadaja, czasem wiecej, czasem mniej, a po tej wcierce zauwazylam ze nawet jesli za bardzo nie hamuje tego procesu to mam na glowie duzo tzw. baby hair, i moje wlosy wygladaja na zdecydowanie zdrowsze.

poniedziałek, 30 października 2017




SERUM;

BENTON, STARA MYDLARNIA

OLEJEK CLARINS






SNAIL BEE HIGH CONTENT ESSENCE z BENTON. 
No dobrze nie serum ale esencja:), bardzo dobrze nawilzajacy kosmetyk, troche sie klei na skorze, ale swietny pod kazdy krem jaki uzywalam i makijaz tez sie na niej normalnie trzymal.
Calkiem przyzwoity produkt, ktory mnie nie uczulal.
ACTIVE CONCENTRATE 15%VIT. C ze STAREJ MYDLARNI, niestety za kazdym razem gdy uzywam kosmetykow z vitamina C w duzym stezeniu moja skora zaczyna byc podrazniona, popekane naczynka jeszcze bardziej widoczne, zaognione, skora piecze, jest goraca, zaczerwieniona. Tak bylo i w przypadku uzywania tego kosmetyku, wiekszosc zuzylam na dlonie i troche sie niestety zmarnowalo, jak widac na zdiecu.
Olejek BLUE ORCHID z CLARINS bardzo polubilam, swietnie koil i nawilzal moja skore. Mialam tylko 5ml buteleczke ale starczyl mi maprawde na dlugo, makladalam go na noc, bo jednak jest tlusty.Jest to dosc drogi produkt, ale mysle ze kiedy skoncze olejki ktore teraz uzywam, to go zakupie.



AURELIA

MIRACLE CLEANSER




Ten krem do mycia rowniez bardzo chcialam polubic, jest bardzo drogi, wiec ciesze sie ze milam okazje kupic probke nim zainwestowalam w pelnowymiarowy produkt.
Ma bardzo dlugi sklad i zawiera alkohol, ale tez wiele naturalnych skladnikow.
Od kiedy pierwszy raz sprobowalam produktow do mycia w postaci kremu/balsamu do zmywania sciereczka, stwierdzilam ze jest to moja ulubiona forma mycia twarzy i wciaz poszukuje mojego idealu ktory przebije LIZ ERLE. Ten niestety nie przebil.
Wiem ze ciagle tutaj narzekam na kosmetyki, ale opisuje je aby ustrzec sie kupowania ponownie tych ktore nie bardzo sie u mnie sprawdzily.
Ten tutaj byl ok, ale za te cene spodziewalam sie czegos lepszego; nie zmywal tak dobrze makijazu jak LIZ i mialam wrazenie ze moja skora byla troszeczke zaczerwieniona po jego uzyciu.

Wciaz szukam mojego idealu, poniewaz uwazam ze podstawa pielegnaci skory jest dobre jej oczyszczenie.

Mialm tez pilling z tej firmy i ale gdzies mi sie zapodzialo opakowanie.
Niestety o ile ten krem byl ok, to pilling wcale sie u mnie nie sprawdzil; mial rowniez kremowa konsystencje a w niej dosc duze drobinki scierajace. Nie zauwazylam jakiegos fenomenalnego dzialania. Mialam wrazenie ze po jego zmyciu mam wciaz jeszcze go na skorze, nie byl to jakis tlusty film jak po produktach z olejkami, ale bardziej tepe jak po mydle, bardzo nie lubilam tego uczucia.

sobota, 28 października 2017




SYLVECO





 O tych kosmetykach bylo swego czasu bardzo glosno i chyba zasluzenie, ja mam niestety bardzo mieszane uczucia, bo lubilam je uzywac; odpowiadala mi i ich konsystencja i zapach, ale.... chyba nie bardzo odpowiadaly mojej skorze. Bardzo staralam sie zeby byly moimi ulubiencami. i o ile zele do mycia moze kiedys jeszcze zagoszcza w mojej lazience, to TONIK HIBISKUSOWY sobie podaruje, bo podraznial mi skore (ma w skladzie aloes ktory zle dziala na moja skore).
 
 



MADARA

KOSMETYKI DO PIELEGNACJI TWARZY





Juz dawno slyszalam bardzo dobre opinie o naturalnych kosmetykach pielegnacyjnych z MARARA, chyba nawet kiedys mialam jakis produkt z tej firmy. 
Na ten zestaw trafilam na ebay. 
Pianka do mycia twarzy byla bardzo wydajna i dobrze myla, niestety nie zmywala makijazu, raczej go rozmazywala na skorze, dlatego stosowalam ja rano. Miala spora pojemnosc, bo 150ml i dosc krotki sklad, w tym 99% naturalnego pochodzenia, a 12% organic.
Oba kremy mialy dosc duza pojemnosc jak na probki (25ml) i byly bardzo wydajne, niestety sklad byl na kartonowym pudelku. 
Kosmetyki te moze nie robily cudow i mnie jakos szczegolnie nie zachwycily, ale byly bardzo poprawne, mysle ze bardziej sprawdzilyby sie dla troche mlodszej skory niz moja.
Kremy mnialy dosc lekka konsystencje, wiec bardzo fajnie uzywalo sie ich w cieplejsze dni i moja skora w ciagu dnia nie zaczynala sie swiecic tak szybko jak po bardziej tresciwych kremach.
Najwieksza ich zaleta bylo to ze nie podraznialy mojej skory, wrecz ja koily i dobrze ja nawilzaly, niestety potrzebuje czegos wiecej, wiekszego odzywienia.

Niemniej jednak bardzo polecam te serie dla trzydziestolatek  ze skora mieszana i wrazliwa (moze nie bardzo tlusta).


piątek, 27 października 2017




MOJE ZUZYTE ZAPACHY





LULU GUINNESS to nadal moj ulubiony zapach, kwiatowy, swiezy, dziewczecy. Kojarzy mi sie z czyms milym, pogonym. Niestety nie moge nigdzie go znalezc.

NARCISO RODRIGUEZ ESSENCE, swiezy, ale troszeczke ciezszy od poprzedniego, jakos nie przypadl mi za bardzo do gustu.

PACIFICA FRENCH LILAC, po prostu bez, prosty, lekki kwiatowy zapach, lubilam go uzywac tylko wiosna. Nie utrzymywal sie na mnie jakos specjalnie dlugo. Mial poreczna buteleczke z kulka, dzieki ktorej aplikacja byla bardzo ulatwiona.

Ostatnie dwa to zapachy z AVON; 
MESMERIZE BLACK i ATTRACTION, piekne, bardzo kobiece, niestety po kilkunastu minutach od aplikacji juz ich nie czulam.

Gdzies zapodziala mi sie buteleczka po PARISIENNE od YSL, ktore rowniez naleza do moich ulubionych zapachow.

czwartek, 26 października 2017




ZELE I BALSAMY







 Olejki te kocham! Szczegolnie zima, kiedy moja skora, zwlaszcza na nogach, jest mocno przesuszona.
 BIELENDA KREMOWE SERUM DO CIALA jest fantastyczne, przepieknie pachnie, super sie rozprowadza i wchlania, moze nie nawilza tak dobrze jak olejki, ale bardzo, bardzo je lubie. Zaluje ze mama nie przywiozla mi go w tym roku z Polski.
 BATH BODY WORKS CANDY APPLE, bardzo mnie zaskoczyl, poniewaz nie tylko przepieknie pachnial ale i dobze nawilzal moja skore, bardzo zaluje ze tego sklepu nie ma w UK.




I znowu pieknie pachnace produkty.
IMPERIAL LEATHER BANANA zel do mycia pachnie cukierkami bananowymi, moze i sztucznie ale mi sie podobalo, jest dosc gesty, przez co dosc wydajny, mam tylko wrazenie ze troche przesuszal mi skore. Ogolnie fajny zel.
Zeli z PALMOLIWE ostatnio zuzylam kilka (napewno mialam jeszcze czekoladowy), moja corka uwazala ze pachna bardzo sztucznie, ale mi bardzo ta seria przypadla do gustu, teraz uzywam truskawkowego. Mysle ze na zime fajny znowu bedzie waniliowy.
Sa bardzo geste-jak budyn, wiec wydajne, dobrze sie pienia, no i ten zapach...

środa, 25 października 2017




BUBEL

czyli patrz co kupujesz





Jak jestem jeszcze w temacie dloni, musze wspomniec o zmywaczu do paznokci ktory byl dla mnie totalnym bublem, ale jest to tylko moja wina, poniewaz kupilam go nawet nie patrzac do jakich paznokci jest przeznaczony.
Rozmazywal lakier po paznokciach, bardzo sie z nim meczylam. 
Nie mam pojecia jak zachowuje sie na paznokciach akrylowych, do jakich zostal stworzony.
Teraz ostrozniej kupuje zmywacze:)



KREMY DO DLONI




Zuzycie od poczatku czerwca (chyba).
Nadal twierdze ze KAMILL to jeden z lepszych nawilzaczy dla skory moich rak.



DUET DOSKONALY





 Jak dla mnie jedna z najlepszych past do zebow, a plyn z ZIAJI, kupilam przypadkiem i bardzo go polubilam. Robi co ma robic, lecz nie jest az tak palacy jnp; LISTERIN.




Te pasty rowniez bardzo lubie.

piątek, 13 października 2017



ZAKUPIONE W TYM MIESIACU



 Absolutnie w tym miesiacu nie przewidywalam zadnych zakupow kosmetycznych, przeraza mnie liczba cieni jakie mam codziennie do wyboru, przytlacza mnie ilosc kosmetykow kolorowych jakie posiadam. I choc wiem ze w porownaniu z wieloma kobietami nie mam tego duzo, ale wciaz przed kazdym makijazem mam dylemat czego uzyc. 
 Wiem ze szybko nie pozbede sie tych paletek i szminek, bo uzywam malo (nie widze potrzeby nakladania na powieke dziesieciu cieni) i nie maluje sie codziennie, ale tez nie wyrzuce, ani nie oddam, czasem podrzucam mamie jakas szminke, ktora wiem ze na niej moze dobrze wygladac, a na mnie niekoniecznie. 
 Wracajac jednak do moich zakupow; jeden z tych produktow chcialam kupic juz milion lat temu, ale wciaz zapominalam, a to byly inne wydatki, to znow moje skorki na paznokciach wygladaly nie najgorzej. Ostatnio jednak nie nadazalam ich wycinac, zaczely tak szybko rosnac ze juz nie wiedzialam co mam robic. 
Pewnego wiec wieczoru, kilka dni temu, po przegranej walce z usuwaniem wyzej wspomnianych, nie baczac na nic zasiadlam do komputera i zamowilam na ebay INSTANT CUTICLE REMOVER z SALLY  HANSEN.
Uzylam go juz kilka razy, cudow nie ma ale troche rozpuszcza skorki wokol paznokci; nakladam go czekam jakas minute, odsuwam skorki drewnianym patyczkiem, myje dlonie, czekam pol godziny i ponawiam, reszte obcinam cazkami. Zaplacilam za niego 4.99 funta.
 Na CLINIQUE PLUM POP tez dlugo sie czailam, chodzilo mi wlasnie o te mniejsza gratisowa wersje (gdyz jak juz wspomnialam, pomadek mam sporo-jak na moje standardy oczywiscie i nie ma mowy zebym je zdolala zuzyc ), kupilam ja oczywiscie na ebay i zaplacilam 2.90.
 Dzisiaj szlam na zakupy z lista i mocnym postanowieniem ze nic z poza listy nie kupie, zlamalam sie w pierwszym sklepie. Ale jak tu nie kupic, jak lakier JESSICA ktory kosztuje okolo 10 funtow (9-11 w zaleznosci od sklepu) znalazlam za funta, jednego funta zaplacilam rowniez za kredke do ust z RIMMEL, ktora w BOOT'S kosztuje 5.99. 
Zabawne ,bo jest niemal idetyczna z PLUM POP  z CLINIQUE (bardziej blyszczy na ustach)



 

Pierwszy od lewej LASTING FINISH COLOUR RUSH, odcien 200 keep mauving.
Po prawej; CLINIQUE PLUM POP- przepiekny roz, napeawde dobrze kryje.





Lakier JESSICA nr 779, SOFTLY PINK, 
 Zamelduje jak sie pomaluje.

Powinnam wspomniec jeszcze o jednym lakierze jaki kupilam na przelomie wrzesnia i pazdziernika, a jest to cudowna czerwien z ESSIE; 55 a list. 3.99 Tk maxx:)






środa, 27 września 2017



MALE ZAKUPY


 

Wczoraj przypadkowo trafilam na dwie niezle okazje i grzechem byloby ich nie wykorzystac, co prawda pedzli mam wystarczajaco duzo jak na moje potrzeby (no moze do oczu jeszcze bym jakies dokupila), ale ten z REAL TECHNIQUES spodobal mi sie ze wzgledu na raczke i cene, bo w SAVE zaplacilam za niego tylko 5 funtow, czyli troche ponad 20 zlotych.
Pedzel taki juz mialam, ale nie przypadl mi za bardzo do gustu, zreszta niezbyt czesto uzywam rozu, zazwyczaj pozostaje przy bronzerze, ale mam kilka rozy ktore musze zuzyc  wiec postanowilam juz nie pomijac tego kroku w makijazu.
Pedzle z REAL TECHIQUES bardzo lubie zwlaszcza te do twarzy, do oczu wole jednak z wlosia naturalnego, moim faworytem od lat jest INGLOT 6ss.

Drugi zakup poczynilam w SUPERDRUG. 
Nad korektorem LASTING PERFECTION z COLLECTION zastanawialam sie od lat, od kiedy byl bardzo slawny na yutube, ale jakos zawsze z niego rezygnowalam, a teraz znalazlam go za 3.99, normalnie kosztuje 4.19, wiec nie jest to jakas wielka znizka, ale dalo mi to impuls aby go w koncu wyprobowac.
Staram sie nie kupowac kosmetykow na zapas, w szczegolnosci tuszy, podkladow i oczywiscie korektorow, problem mam tylko z lakierami do paznokci, bo tym niestety nie potrafie sie oprzec.
Wciaz probuje ograniczyc sie z kupowaniem kosmetykow kolorowych, niestety wciaz ulegam pokusom.

wtorek, 19 września 2017




PAPIERKI DO ZBIERANIA SEBUM

DZISIEJSZY BUBEL






Mam cere tlusta w strefie T, wiec bibulki matujace bardzo ulatwiaja mi zycie, jeszcze kiedy mieszkalam w Polsce kupowalam takie niebieskie chyba z firmy Clean&Clear. Kiedy przyjechalam do UK niczego takiego nie moglam znalezc, nie wiem czy zle szukalam czy poprostu nie bylo tego na rynku. Az kiedys w Boot's przypadkiem znalazlam te z Corn Silk. 
Opakowanie bardzo praktyczne, jak puderniczka z lusterkiem, arkusiki sa jak gdyby obsypane pudrem i dosc ladnie dzieki temu matuja skore, niestety papier z ktorego sa zrobione jest bardzo sztywny i pewnego razu przecielam sobie nim skore na nosie, od tamtej pory leza nieuzywane. 



NAJLEPSZA PESETA DO BRWI


Tyle lat ich uzywam a mialam problem z zapisaniem tego slowa, ale szkoly pokonczylam bardzo dawno temu i od wielu juz lat mieszkam poza granicami ojczyzny wiec niech to mnie troche usprawiedliwi. 

Dzisiejsza bohaterka jest w stanie oplakanym poniewaz kilka lat spedzila w niezbyt sprzyjajacych warunkach; na brzegu wanny, co jakis czas zazywajac przypadkowych kapieli. Az zszedl z niej piekny czerwony kolor i zostal nagi metal. Stepila sie i powinnam ja juz dawno pozegnac, bo od kilku juz lat uzywam jej mlodsej siostry.




Oto ona, dzisiejsza bohaterka peseta z firmy RUBIS, najlepsza na swiecie, i jesli nie wymysla czegos lepszego zawsze bede kupowala pesety z tej firmy. 
Jest dosc droga, ale jest najlepsza jaka znalazlam na rynku, a probowalam wielu (rowniez TWEEZERMAN ) i zadna nie jest tak dobra, ale to przeciez Szwajcarska precyzja, ciekawi mnie tylko czy je produkuja w Szwajcari czy jak wszystko teraz w Chinach?

Teraz uzywam scietej i jest oczywiscie lepsza od tej, prostej, ale obie lapia nawet najmniejsze wloski.



MOJE PIERWSZE PEDZLE.



 Chyba nie ma w swiecie kosmetycznym tak bardzo potrzebnego produktu jak wlasnie pedzle, lubie ich miekki dotyk na skorze.
 
Pamietam moj pierwszy cien do powiek; tata kupil dla mnie i dla mamy na Dzien Kobiet, obie bylysmy chore i lezalysmy w lozku, i choc byl w okropnym oblednie blekitnym kolorze mialam go bardzo dlugo, i byl dla mnie bardzo wazny; oznaczal uchylenie dzwi do  swiata doroslych, do kobiecosci. 
 Ile mialam wtedy lat, jedenascie, moze dwanascie? Od tamtej pory zaczelam sie interesowac kosmetykami. Mama kupowala mi owocowe blydzczyki do ust, jakies perfumki "Byc moze", ale na tusz do ktorego sie plulo nie moglam sie zdecydowac i dopiero kiedy pokazaly sie pierwsze maskary, odwazylam sie ich uzyc. Moja pierwsza byla o ile sie nie myle z Constance Caroll
  
Wrocmy jednak do pedzli, dopiero od kilku-kilkunastu lat mamy na rynku ich pod dostatkiem, wczesniej byly pacynki do cieni, a podklad nakladalo sie palcami. I tez bylo dobrze:)
 
Moje pierwsze pedzle, to tak jak pomadki ktore tu juz pokazalam byly gratisami przy zakupie kosmetykow do twarzy. Nie byly spektakularnej jakosci, ale kilka bylo niezlych, wlasnie te lepsze juz dawno sie zuzyly i je wyrzucilam, ale zostalo jezcze kilka w kuferku w ktorym kiedys trzymalam kosmetyki do makijazu (miedzy innymi dlatego mam wciaz tyle bardzo starych kosmetykow, bo lezaly w kuferku do ktorego nie zagladam czesto ).




  

Estee Lauder, Clinique, Arden, troche mi posluzyly a teraz wyladuja na smietniku, troche mi szkoda bo to moja historia kosmetyczna.

poniedziałek, 18 września 2017




Pudry

 Idac za ciosem postanowilam dokonczyc dzis tematyke kosmetykow kolorowych do twarzy.




Mam w tej kategori tylko trzy produkty, w tym tylko dwa sypkie, i tylko jeden niezuzyty bubel.




Sue Devitt Triple C- weed Loose Powder, w kolorze Quiet&Still, kupiony bardzo tanio w Tk maxx, troszeczke zbyt ciemny, ale bardzo go lubilam. Musialam uwazac zeby nie nalozyc go zbyt duzo, bo wlasnie przyciemnial mi makijaz i powodowal ze robila sie maska na twarzy, ale przy delikatnym omieceniu twarzy matowil i ladnie scalal wszystko. Kupilam go na predce poniewaz potrzebowalam natychmiast pudru sypkiego, gdyz nastepny o ktorym tu napisze wcale sie nie sprawdzil u mnie




PAESE PUDER RYZOWY, swego czasu robil furore na polskim yutube.
Dla mnie porazka: grubo zmielony, na twarzy wygladal jakbym sie upudrowala maka, strasznie bielil, okropne opakowanie, peka przy najdelikatniejszym uzytkowaniu, puder sypie sie wszendzie.
P O R A Z K A 




PUR 4-in-1 Pressed Mineral Makeup SPF15 Porcelane, swego czasu byl to moj ulubiony podklad w kamieniu. Zastepowal mi i podklad i puder sypki, kolor tez ladnie wygladal na mojej skorze, tylko trzeba bylo uwazac, bo jesli sie go nalozylo zbyt duzo lub slabo roprowadzilo, mogl twozyc tzw. maske.


Na samej gorze Sue  Dewitt

Bialy Paese

I jako trzeci prawie zupelnie niewidoczny Pur


 Ps, nie wiem ile razy wczoraj i dzisiaj mylam rece a wczorajsze swatche wciaz na mojej skorze widac!




PODKLADY


 Mam ogromny problem z dobraniem koloru podkladu, poniewaz wszystkie bardzo ciemnieja na mojej skorze. Z tego tez  powodu zazwyczaj wybieram odcienie najjasniejsze. Oczywiscie nie zawsze to sie sprawdza, ale ilekroc mialam dobierany kolor przez specjalistke zawsze wygladalam jak umpa lumpa.
  Drugim moim problemem jest to, ze wiekszosc podkladow dostepnych teraz na rynku jest rozswietlajaca, przy typie mojej skory to sie absolutnie nie sprawdza. Mam skore przetluszczajaca sie, potliwa, wiec moj makijaz musi byc matowy, bo inaczej wygladam jak bym sie wysmarowala kremem NIVEA. 




Rozbieznosc kolorow jest niezla:)



1, ERNO LASHLO MULTI-pHASE PERFECTING FUNDATION Extra coverage for all skin types.
Dostalam go przy okazji jakis zakupow kosmetycznych przez internet, zbyt ciemny dla mnie, zbyt gesty, slabo sie rozcieral, bo probowalam go uzywac do konturowania.

2. MAYBELLINE WHITESTAY UV SNOW WHITE C00, SPF18.
Za rozowy, wchodzil w pory. Slabo kryl.

3. SOTHYS TENT OXYLIANCE FUNDATION 1 PERLE, pierwszy podklad ktory nie ciemnial na mojej skorze i z tej racji byl dla mnie zbyt jasny, dosc wodnisty, brzydko zbieral sie w porach.

4. JOSIE MARAN ARGAN MATCHMAKER SERUM FUNDATION. Niech nikogo nie zmyli jego wrecz bialy kolor, po roztarciu na skorze bardzo ciemnieje, z tego powodu uzywalam go tylko latem, gdy bylam opalona, niestety nawet wtedy byl troche na mnie zbyt ciemny, poza tym brzydko sie blyszczal, kryl tak sobie, jest to bardziej takie koloryzujace serum, ktore wyrownuje koloryt, mysle ze sprawdzilby sie dla posiadaczek suchej skory.

5. POUT LIGHT 01, RADIANT FUNDATION. Niestety zbyt ciemny dla mnie, ale fajnie kryl.

6.SKIN79, oj byl kiedys na nie szal. Na mnie mocno ciemnial i bardzo sie swiecil, kiedy uzywalam na niego sypkiego pudru "ciasteczkowal" sie.



PRAJMERY

czyli podklad pod podklad.


 Z reka na sercu musze przyznac ze siegam po nie rzadko, i to nie tylko dlatego ze zapominam, ale przede wszystkim dlatego, ze nie znalazlam tego idealnego.



MIRENESSE PROFESSIONAL MAKE-UP BASE SPF15, kupilam w zestawie razem z rozswietlaczem, jesli dobrze pamietam sa to kosmetyki mineralne, dosc naturalne, pochodzace z Australii.
 Moja skora potrafi mocno sie zaczerwienic pod wplywem zmiany  temperatury, wiatru itp., wiec mialam nadzieje ze dzieki zielonemu kolorowi ta baza pomoze mi to troche zniwelowac. Niestety po wielu probach z podkladami ktore mialam musialam jej zaniechac, gdyz jaki kolwiek podklad bym nalozyla slizgal sie na niej i "ciasteczkowal"


(Na mojej skorze wciaz jeszcze widac wczorajsze  "slocze")


  
 1. MIRENESSE

2. PURMINERALS CORRECTING PRIMER,  bardzo sliski, sylikonowy, nawet nalozony pudro-podklad z ktorym byl w zestawie zle na nim wygladal, "ciasteczkowal" sie.

3. BENEFIT THAT GAL, Bardzo lubie kosmetyki z tej firmy, ta baza nie byla zla, tylko jej kolor nie bardzo mi odpowiadal, byl zbyt rozowy dla mnie, nawet po nalozeniu podkladu matujacego i pudru, moja skora nadal wygladala na tlusta, a makijaz na nieswiezy.

4. SMASHBOX PHOTO FINISH LUMINIZING, dla mnie zbyt luminizing, na mojej skorze ciemnieje i robie sie pomaranczowa. Daje przepiekny zloty blask po roztarciu na skorze, podejrzewam ze pieknie by sie prezentowal na opalonej skorze jako rozswietlacz. 

5.BENEFIT POREFESSIONAL, prawie idealny, zuzylam go prawie do konca, niemal kazdy podklad ladnie na nim wyglada. Jedyne zastrzezenie to to ze  gdy go codziennie uzywalam, chyba robily mi sie po nim czarne zaskorniki.
 

niedziela, 17 września 2017




OSTATKI, CZYLI RESZTKI



Pracuje na akord dzisiaj, ale chce juz zakonczyc sprawe z produktami do ust, niestety moj aparat robi wszystko abym nim rzucila gdzies bardzo daleko, wzglednie o cos bardzo twardego. 
Znowu nie oddal nawet w czesci peknych kolorow jakie maja pokazane ponizej kosmetyki.


 
Te tutaj kolory mi bardzo odpowiadaly, niestety przy uzywaniu Revlon Colorstay i Bourjois Rouge Lacque piekly mnie usta,

   
Blyszczyk  z Benefit  i pomadke MAC musze wyrzucic bo sa przeterminowane, ale jak widac po zuzyciu bardzo je lubilam.



1. MAC Patisserie (Lustre)- nie jest to moja ulubiona formula pomadek z MAC, najbardziej lubie pomadki kremowe, ta troche wchodzila w zalamania ust, ale bardzo lubilam jej kolor: delikatny bezowo-brzoskwiniowy, no i ladnie nawilzala usta.

2. Benefit Peach Fruit Lip Balm, dawal leciutki rozowy blask na ustach, ktore wygladaly na zadbane i zdrowe, bardzo go lubilam, uciazliwe i niechigieniczne nabieranie go sprawilo ze nie zuzylam go do konca, bo uzywalam go tylko w domu.

3. Bourjois Rouge Laque nr2 chyba Nude, ciezki kolor do opisania, po nalozeniu jest ciemno cielisto rozowy, a potem jeszcze ciemnieje i na moich ustach robi sie piekny zgaszony roz.
Wiec jesli mi sie podoba i nie jest jeszcze stary dlaczego chce go wyrzucic?
a) jest gozki
b) bola mnie usta jak go naloze
c) brzydko schodzi z ust, pozostaja nieestetyczne kawalki w koncikach ust itd.

Choc jak teraz nalorzylam go na usta i tak patrze to jest sliczny, moze dac mu jeszcze szanse?

4. Revlon Colorstay Moisture Stain 001 India Intrigue, cudowny fioletowy roz (fiusia) przepiekny kolor, bardzo go lubie, niestety usta mnie pieka po jego nalozeniu, nadaje sie bardzo na te pore roku.



   






001 India jest bardziej nasycony niz tu na zdieciu.

Moze dam mu tez szanse?


Narazie to tyle, jesli chodzi o produkty do ust, choc mysle ze przed swietami jeszcze zrobie selekcje.

A jutro biore sie za reszte.



COVER GIRL

czyli buble totalne




1. 410, no i nie znam nazwy bo zerwalam folie, kolor jasny brzoskwiniowy, na ustach wyglada jakby byl perlowy.

2. 405 Lavender Shine, ten prezentuje sie na ustach nawet ladnie, az tak mocno nie wchodzi w zalamania ust i kolor nie jest az tak bardzo tandetny, leciutki lawendowy roz,  bardzo swiezy kolorek.
Fajny szczegolnie na wiosne.



Tutaj na przedramieniu oba kolorki prezentuja sie dosc ciekawie, niestety na ustach tak ladnie sie nie rozprowadzaja, wchodza w zalamania ust, nieladnie to wyglada i niestety w tych kolorach wygladam koszmarnie, jak bym sie z lat osiemdziesiatych urwala. 

Trafilam na nie w sklepe za funta, wiec juz to powinno dac mi do myslenia, ale kiedy zobaczylam kolory , takie fajne letnie, nie poprzestalam na jednejj,bo... tylko za funta, to wezme obie.
Nie trzymaja sie na ustach zbyt dlugo i smakuja plastikiem.



CZERWIENIE

Czerwien na ustach zawsze byla, jest i bedzie modna, niestety sama czuje sie jak clown kiedy mam ja na ustach. 
Nie znaczy to wcale ze bardzo zle wygladamz czerwonym ustami, oczywiscie tu musi pasowac i makijaz  i ubranie.
Sama czuje sie najlepiej w zgaszonych kolorach, wiec z ostrymi czerwieniami mi nie po drodze, zauwazylam tez, ze moje usta wydaja sie nmiejsze i wezsze.
Nie znaczy to ze unikam zupelnie tego koloru, do czarnej sukienki (ubrania) na wieczor, czerwone usta pasuja najlepiej.







Te tutaj gagatki wyrzucam (poza szminka z Max Factor), poniewaz po nalozeniu bardzo piekly mnie usta.







1. Max Factor 715, Ruby Tuesday, przepiekna czerwien, kremowa pomadka z lekkim polyskiem na ustach i gdyby nie ten polysk, mozna by ja bylo pomylic z Ruby Woo z MAC- sa inentyczne  (swach po prawej obok pierwszego, czyli Ruby Tuesday to wlasnie Ruby Woo)


2. L'Oreal 301 Rouge Soprano Lip Lacquer, po prostu blyszczyk, a ja za blyszczykami nie przepadam, poza tym szczypie mnie w usta.
Kolor jest sliczny, czerwien z malenka domieszka koralu, bardzo blyszczy na ustach (jak to blyszczyk), niestety troche zbiera sie w zmarszczkach na ustach. 
Nie polubilismy sie.

3.L'Oreal 200 Princess, znowu kolor bardzo ladny, czerwien z leciutka domieszka pomaranczy (mniej pomaranczowy niz na zdieciach).
Dobrze sie aplikuje (troche wchodzi w zalamania ust), zastyga na ustach i sie nie lepi, kolor dosc subtelny przy jednej warstwie, przy dwoch bardziej pomidorowa czerwien.
U mnie brzydko schodzi z ust i piecze.  

Jak juz jestem przy pomidorach to 301 Rouge Soprano to czerwien pomidorow malinowych:)