środa, 27 września 2017



MALE ZAKUPY


 

Wczoraj przypadkowo trafilam na dwie niezle okazje i grzechem byloby ich nie wykorzystac, co prawda pedzli mam wystarczajaco duzo jak na moje potrzeby (no moze do oczu jeszcze bym jakies dokupila), ale ten z REAL TECHNIQUES spodobal mi sie ze wzgledu na raczke i cene, bo w SAVE zaplacilam za niego tylko 5 funtow, czyli troche ponad 20 zlotych.
Pedzel taki juz mialam, ale nie przypadl mi za bardzo do gustu, zreszta niezbyt czesto uzywam rozu, zazwyczaj pozostaje przy bronzerze, ale mam kilka rozy ktore musze zuzyc  wiec postanowilam juz nie pomijac tego kroku w makijazu.
Pedzle z REAL TECHIQUES bardzo lubie zwlaszcza te do twarzy, do oczu wole jednak z wlosia naturalnego, moim faworytem od lat jest INGLOT 6ss.

Drugi zakup poczynilam w SUPERDRUG. 
Nad korektorem LASTING PERFECTION z COLLECTION zastanawialam sie od lat, od kiedy byl bardzo slawny na yutube, ale jakos zawsze z niego rezygnowalam, a teraz znalazlam go za 3.99, normalnie kosztuje 4.19, wiec nie jest to jakas wielka znizka, ale dalo mi to impuls aby go w koncu wyprobowac.
Staram sie nie kupowac kosmetykow na zapas, w szczegolnosci tuszy, podkladow i oczywiscie korektorow, problem mam tylko z lakierami do paznokci, bo tym niestety nie potrafie sie oprzec.
Wciaz probuje ograniczyc sie z kupowaniem kosmetykow kolorowych, niestety wciaz ulegam pokusom.

wtorek, 19 września 2017




PAPIERKI DO ZBIERANIA SEBUM

DZISIEJSZY BUBEL






Mam cere tlusta w strefie T, wiec bibulki matujace bardzo ulatwiaja mi zycie, jeszcze kiedy mieszkalam w Polsce kupowalam takie niebieskie chyba z firmy Clean&Clear. Kiedy przyjechalam do UK niczego takiego nie moglam znalezc, nie wiem czy zle szukalam czy poprostu nie bylo tego na rynku. Az kiedys w Boot's przypadkiem znalazlam te z Corn Silk. 
Opakowanie bardzo praktyczne, jak puderniczka z lusterkiem, arkusiki sa jak gdyby obsypane pudrem i dosc ladnie dzieki temu matuja skore, niestety papier z ktorego sa zrobione jest bardzo sztywny i pewnego razu przecielam sobie nim skore na nosie, od tamtej pory leza nieuzywane. 



NAJLEPSZA PESETA DO BRWI


Tyle lat ich uzywam a mialam problem z zapisaniem tego slowa, ale szkoly pokonczylam bardzo dawno temu i od wielu juz lat mieszkam poza granicami ojczyzny wiec niech to mnie troche usprawiedliwi. 

Dzisiejsza bohaterka jest w stanie oplakanym poniewaz kilka lat spedzila w niezbyt sprzyjajacych warunkach; na brzegu wanny, co jakis czas zazywajac przypadkowych kapieli. Az zszedl z niej piekny czerwony kolor i zostal nagi metal. Stepila sie i powinnam ja juz dawno pozegnac, bo od kilku juz lat uzywam jej mlodsej siostry.




Oto ona, dzisiejsza bohaterka peseta z firmy RUBIS, najlepsza na swiecie, i jesli nie wymysla czegos lepszego zawsze bede kupowala pesety z tej firmy. 
Jest dosc droga, ale jest najlepsza jaka znalazlam na rynku, a probowalam wielu (rowniez TWEEZERMAN ) i zadna nie jest tak dobra, ale to przeciez Szwajcarska precyzja, ciekawi mnie tylko czy je produkuja w Szwajcari czy jak wszystko teraz w Chinach?

Teraz uzywam scietej i jest oczywiscie lepsza od tej, prostej, ale obie lapia nawet najmniejsze wloski.



MOJE PIERWSZE PEDZLE.



 Chyba nie ma w swiecie kosmetycznym tak bardzo potrzebnego produktu jak wlasnie pedzle, lubie ich miekki dotyk na skorze.
 
Pamietam moj pierwszy cien do powiek; tata kupil dla mnie i dla mamy na Dzien Kobiet, obie bylysmy chore i lezalysmy w lozku, i choc byl w okropnym oblednie blekitnym kolorze mialam go bardzo dlugo, i byl dla mnie bardzo wazny; oznaczal uchylenie dzwi do  swiata doroslych, do kobiecosci. 
 Ile mialam wtedy lat, jedenascie, moze dwanascie? Od tamtej pory zaczelam sie interesowac kosmetykami. Mama kupowala mi owocowe blydzczyki do ust, jakies perfumki "Byc moze", ale na tusz do ktorego sie plulo nie moglam sie zdecydowac i dopiero kiedy pokazaly sie pierwsze maskary, odwazylam sie ich uzyc. Moja pierwsza byla o ile sie nie myle z Constance Caroll
  
Wrocmy jednak do pedzli, dopiero od kilku-kilkunastu lat mamy na rynku ich pod dostatkiem, wczesniej byly pacynki do cieni, a podklad nakladalo sie palcami. I tez bylo dobrze:)
 
Moje pierwsze pedzle, to tak jak pomadki ktore tu juz pokazalam byly gratisami przy zakupie kosmetykow do twarzy. Nie byly spektakularnej jakosci, ale kilka bylo niezlych, wlasnie te lepsze juz dawno sie zuzyly i je wyrzucilam, ale zostalo jezcze kilka w kuferku w ktorym kiedys trzymalam kosmetyki do makijazu (miedzy innymi dlatego mam wciaz tyle bardzo starych kosmetykow, bo lezaly w kuferku do ktorego nie zagladam czesto ).




  

Estee Lauder, Clinique, Arden, troche mi posluzyly a teraz wyladuja na smietniku, troche mi szkoda bo to moja historia kosmetyczna.

poniedziałek, 18 września 2017




Pudry

 Idac za ciosem postanowilam dokonczyc dzis tematyke kosmetykow kolorowych do twarzy.




Mam w tej kategori tylko trzy produkty, w tym tylko dwa sypkie, i tylko jeden niezuzyty bubel.




Sue Devitt Triple C- weed Loose Powder, w kolorze Quiet&Still, kupiony bardzo tanio w Tk maxx, troszeczke zbyt ciemny, ale bardzo go lubilam. Musialam uwazac zeby nie nalozyc go zbyt duzo, bo wlasnie przyciemnial mi makijaz i powodowal ze robila sie maska na twarzy, ale przy delikatnym omieceniu twarzy matowil i ladnie scalal wszystko. Kupilam go na predce poniewaz potrzebowalam natychmiast pudru sypkiego, gdyz nastepny o ktorym tu napisze wcale sie nie sprawdzil u mnie




PAESE PUDER RYZOWY, swego czasu robil furore na polskim yutube.
Dla mnie porazka: grubo zmielony, na twarzy wygladal jakbym sie upudrowala maka, strasznie bielil, okropne opakowanie, peka przy najdelikatniejszym uzytkowaniu, puder sypie sie wszendzie.
P O R A Z K A 




PUR 4-in-1 Pressed Mineral Makeup SPF15 Porcelane, swego czasu byl to moj ulubiony podklad w kamieniu. Zastepowal mi i podklad i puder sypki, kolor tez ladnie wygladal na mojej skorze, tylko trzeba bylo uwazac, bo jesli sie go nalozylo zbyt duzo lub slabo roprowadzilo, mogl twozyc tzw. maske.


Na samej gorze Sue  Dewitt

Bialy Paese

I jako trzeci prawie zupelnie niewidoczny Pur


 Ps, nie wiem ile razy wczoraj i dzisiaj mylam rece a wczorajsze swatche wciaz na mojej skorze widac!




PODKLADY


 Mam ogromny problem z dobraniem koloru podkladu, poniewaz wszystkie bardzo ciemnieja na mojej skorze. Z tego tez  powodu zazwyczaj wybieram odcienie najjasniejsze. Oczywiscie nie zawsze to sie sprawdza, ale ilekroc mialam dobierany kolor przez specjalistke zawsze wygladalam jak umpa lumpa.
  Drugim moim problemem jest to, ze wiekszosc podkladow dostepnych teraz na rynku jest rozswietlajaca, przy typie mojej skory to sie absolutnie nie sprawdza. Mam skore przetluszczajaca sie, potliwa, wiec moj makijaz musi byc matowy, bo inaczej wygladam jak bym sie wysmarowala kremem NIVEA. 




Rozbieznosc kolorow jest niezla:)



1, ERNO LASHLO MULTI-pHASE PERFECTING FUNDATION Extra coverage for all skin types.
Dostalam go przy okazji jakis zakupow kosmetycznych przez internet, zbyt ciemny dla mnie, zbyt gesty, slabo sie rozcieral, bo probowalam go uzywac do konturowania.

2. MAYBELLINE WHITESTAY UV SNOW WHITE C00, SPF18.
Za rozowy, wchodzil w pory. Slabo kryl.

3. SOTHYS TENT OXYLIANCE FUNDATION 1 PERLE, pierwszy podklad ktory nie ciemnial na mojej skorze i z tej racji byl dla mnie zbyt jasny, dosc wodnisty, brzydko zbieral sie w porach.

4. JOSIE MARAN ARGAN MATCHMAKER SERUM FUNDATION. Niech nikogo nie zmyli jego wrecz bialy kolor, po roztarciu na skorze bardzo ciemnieje, z tego powodu uzywalam go tylko latem, gdy bylam opalona, niestety nawet wtedy byl troche na mnie zbyt ciemny, poza tym brzydko sie blyszczal, kryl tak sobie, jest to bardziej takie koloryzujace serum, ktore wyrownuje koloryt, mysle ze sprawdzilby sie dla posiadaczek suchej skory.

5. POUT LIGHT 01, RADIANT FUNDATION. Niestety zbyt ciemny dla mnie, ale fajnie kryl.

6.SKIN79, oj byl kiedys na nie szal. Na mnie mocno ciemnial i bardzo sie swiecil, kiedy uzywalam na niego sypkiego pudru "ciasteczkowal" sie.



PRAJMERY

czyli podklad pod podklad.


 Z reka na sercu musze przyznac ze siegam po nie rzadko, i to nie tylko dlatego ze zapominam, ale przede wszystkim dlatego, ze nie znalazlam tego idealnego.



MIRENESSE PROFESSIONAL MAKE-UP BASE SPF15, kupilam w zestawie razem z rozswietlaczem, jesli dobrze pamietam sa to kosmetyki mineralne, dosc naturalne, pochodzace z Australii.
 Moja skora potrafi mocno sie zaczerwienic pod wplywem zmiany  temperatury, wiatru itp., wiec mialam nadzieje ze dzieki zielonemu kolorowi ta baza pomoze mi to troche zniwelowac. Niestety po wielu probach z podkladami ktore mialam musialam jej zaniechac, gdyz jaki kolwiek podklad bym nalozyla slizgal sie na niej i "ciasteczkowal"


(Na mojej skorze wciaz jeszcze widac wczorajsze  "slocze")


  
 1. MIRENESSE

2. PURMINERALS CORRECTING PRIMER,  bardzo sliski, sylikonowy, nawet nalozony pudro-podklad z ktorym byl w zestawie zle na nim wygladal, "ciasteczkowal" sie.

3. BENEFIT THAT GAL, Bardzo lubie kosmetyki z tej firmy, ta baza nie byla zla, tylko jej kolor nie bardzo mi odpowiadal, byl zbyt rozowy dla mnie, nawet po nalozeniu podkladu matujacego i pudru, moja skora nadal wygladala na tlusta, a makijaz na nieswiezy.

4. SMASHBOX PHOTO FINISH LUMINIZING, dla mnie zbyt luminizing, na mojej skorze ciemnieje i robie sie pomaranczowa. Daje przepiekny zloty blask po roztarciu na skorze, podejrzewam ze pieknie by sie prezentowal na opalonej skorze jako rozswietlacz. 

5.BENEFIT POREFESSIONAL, prawie idealny, zuzylam go prawie do konca, niemal kazdy podklad ladnie na nim wyglada. Jedyne zastrzezenie to to ze  gdy go codziennie uzywalam, chyba robily mi sie po nim czarne zaskorniki.
 

niedziela, 17 września 2017




OSTATKI, CZYLI RESZTKI



Pracuje na akord dzisiaj, ale chce juz zakonczyc sprawe z produktami do ust, niestety moj aparat robi wszystko abym nim rzucila gdzies bardzo daleko, wzglednie o cos bardzo twardego. 
Znowu nie oddal nawet w czesci peknych kolorow jakie maja pokazane ponizej kosmetyki.


 
Te tutaj kolory mi bardzo odpowiadaly, niestety przy uzywaniu Revlon Colorstay i Bourjois Rouge Lacque piekly mnie usta,

   
Blyszczyk  z Benefit  i pomadke MAC musze wyrzucic bo sa przeterminowane, ale jak widac po zuzyciu bardzo je lubilam.



1. MAC Patisserie (Lustre)- nie jest to moja ulubiona formula pomadek z MAC, najbardziej lubie pomadki kremowe, ta troche wchodzila w zalamania ust, ale bardzo lubilam jej kolor: delikatny bezowo-brzoskwiniowy, no i ladnie nawilzala usta.

2. Benefit Peach Fruit Lip Balm, dawal leciutki rozowy blask na ustach, ktore wygladaly na zadbane i zdrowe, bardzo go lubilam, uciazliwe i niechigieniczne nabieranie go sprawilo ze nie zuzylam go do konca, bo uzywalam go tylko w domu.

3. Bourjois Rouge Laque nr2 chyba Nude, ciezki kolor do opisania, po nalozeniu jest ciemno cielisto rozowy, a potem jeszcze ciemnieje i na moich ustach robi sie piekny zgaszony roz.
Wiec jesli mi sie podoba i nie jest jeszcze stary dlaczego chce go wyrzucic?
a) jest gozki
b) bola mnie usta jak go naloze
c) brzydko schodzi z ust, pozostaja nieestetyczne kawalki w koncikach ust itd.

Choc jak teraz nalorzylam go na usta i tak patrze to jest sliczny, moze dac mu jeszcze szanse?

4. Revlon Colorstay Moisture Stain 001 India Intrigue, cudowny fioletowy roz (fiusia) przepiekny kolor, bardzo go lubie, niestety usta mnie pieka po jego nalozeniu, nadaje sie bardzo na te pore roku.



   






001 India jest bardziej nasycony niz tu na zdieciu.

Moze dam mu tez szanse?


Narazie to tyle, jesli chodzi o produkty do ust, choc mysle ze przed swietami jeszcze zrobie selekcje.

A jutro biore sie za reszte.



COVER GIRL

czyli buble totalne




1. 410, no i nie znam nazwy bo zerwalam folie, kolor jasny brzoskwiniowy, na ustach wyglada jakby byl perlowy.

2. 405 Lavender Shine, ten prezentuje sie na ustach nawet ladnie, az tak mocno nie wchodzi w zalamania ust i kolor nie jest az tak bardzo tandetny, leciutki lawendowy roz,  bardzo swiezy kolorek.
Fajny szczegolnie na wiosne.



Tutaj na przedramieniu oba kolorki prezentuja sie dosc ciekawie, niestety na ustach tak ladnie sie nie rozprowadzaja, wchodza w zalamania ust, nieladnie to wyglada i niestety w tych kolorach wygladam koszmarnie, jak bym sie z lat osiemdziesiatych urwala. 

Trafilam na nie w sklepe za funta, wiec juz to powinno dac mi do myslenia, ale kiedy zobaczylam kolory , takie fajne letnie, nie poprzestalam na jednejj,bo... tylko za funta, to wezme obie.
Nie trzymaja sie na ustach zbyt dlugo i smakuja plastikiem.



CZERWIENIE

Czerwien na ustach zawsze byla, jest i bedzie modna, niestety sama czuje sie jak clown kiedy mam ja na ustach. 
Nie znaczy to wcale ze bardzo zle wygladamz czerwonym ustami, oczywiscie tu musi pasowac i makijaz  i ubranie.
Sama czuje sie najlepiej w zgaszonych kolorach, wiec z ostrymi czerwieniami mi nie po drodze, zauwazylam tez, ze moje usta wydaja sie nmiejsze i wezsze.
Nie znaczy to ze unikam zupelnie tego koloru, do czarnej sukienki (ubrania) na wieczor, czerwone usta pasuja najlepiej.







Te tutaj gagatki wyrzucam (poza szminka z Max Factor), poniewaz po nalozeniu bardzo piekly mnie usta.







1. Max Factor 715, Ruby Tuesday, przepiekna czerwien, kremowa pomadka z lekkim polyskiem na ustach i gdyby nie ten polysk, mozna by ja bylo pomylic z Ruby Woo z MAC- sa inentyczne  (swach po prawej obok pierwszego, czyli Ruby Tuesday to wlasnie Ruby Woo)


2. L'Oreal 301 Rouge Soprano Lip Lacquer, po prostu blyszczyk, a ja za blyszczykami nie przepadam, poza tym szczypie mnie w usta.
Kolor jest sliczny, czerwien z malenka domieszka koralu, bardzo blyszczy na ustach (jak to blyszczyk), niestety troche zbiera sie w zmarszczkach na ustach. 
Nie polubilismy sie.

3.L'Oreal 200 Princess, znowu kolor bardzo ladny, czerwien z leciutka domieszka pomaranczy (mniej pomaranczowy niz na zdieciach).
Dobrze sie aplikuje (troche wchodzi w zalamania ust), zastyga na ustach i sie nie lepi, kolor dosc subtelny przy jednej warstwie, przy dwoch bardziej pomidorowa czerwien.
U mnie brzydko schodzi z ust i piecze.  

Jak juz jestem przy pomidorach to 301 Rouge Soprano to czerwien pomidorow malinowych:)


sobota, 16 września 2017



RIMMEL

 Bardzo lubie pomadki z RIMMEL, maja ciekawe kolory, dobrze sie nakladaja , nie rozlewaja poza linie ust, sa w przystepnej cenie i zazwyczaj wiele nie ustepuja jakoscia tym znacznie drozszym. 






1. VINYL GLOSS   170 CHILL OUT, kiedy go kupowalam chyba mialam jakies zacmienie, bo blyszczykow nie uzywam, na dodatek ten ma jakis nieziemski kolor; fioletowe drobinki zawieszone w przezroczysto mlecznej bazie. nie wiem czy choc raz go uzylam.

2. 070 AIRY FAIRY, wszystkie jutuberki swego czasu jej uzywaly i bardzo chwalily. U nas w UK ten kolor nie byl dostepny, mocno sie jej naszukalam i spotkalo mnie wielkie rozczarowanie bo wbrew zapewnieniom owych jutuberek ze kazdemu pasuje, mi oczywiscie bylo w tym kolorze okropnie, wiec wyrzucam prawie nieuzywana.




3. 038 IN VOGUE, fiusia  najpiekniejszy gleboki roz jaki w zyciu spotkalam, i gdybym byla mlodsza i bardziej odwazna nosilabym codziennie od rana do wieczora. Niestety moje zdiecia, choc bardzo probowalam nie oddaja jej piekna, szukalam tez swatchy w internecie, niestety zadne zdiecie nie oddalo jej prawdziwego koloru, ktory jest naprawde fantastyczny. Nie ma tu ani czerwonych ani niebieskich tonow, tylko czysty gleboki roz.



Przynajmniej trzy tony ciemniejsza.




Zaden tam koral.




4. 022 NOSTALGIA, subtelny koral, ladny swiezy kolorek, niestety dla mnie zbyt jasny. W zeczywistosci jest troszeczke ciemniejszy niz na zdieciu,




5.  111 KASBACH, moja totalna pomylka, jak widac powyzej kolor po prostu rudy, poza kolorem nie moge sie do niczego przyczepic, bo i aplikacja jest zadowalajaca; jest kremowa, dobrze sie rozprowadza na ustach i nie sciera zbyt szybko. nie wchodzi w zmarszczki.
Zdiecia tez oddaja jej prawdziwy kolor, szczegolnie to ostatnie, fotogeniczna bestyjka...


SZMINEK CDN...  CHRISTIAN DIOR








1. 365 Cheer Beryl, rozowa, niestety perlowa, nie odpowiadala mi, prawie jej nie nosilam, sam roz ladny, ale ten perlowy blysk powodowal to ze wygladala bardzo staroswiecko.

2. 631 Fig, kolor ktory bardzo lubie zgaszony pomarancz, zlamany czerwienia, bardzo kremowa, slicznie rozprowadza sie na ustach, niestety zeby wydaja sie bardziej zolte. kolor jest bardziej nasycony i ciemniejszy od szminki FRENCH FIG o ktorej pisalam poprzedno i ta jest bardziej ceglasto pomaranczowa.






W tym malym pudeleczku zamkniete byly cztery cienie i dwie pomadki z serii DIOR ADDICT 797 i DA GLITTER 001.

DIOR ADDICT 797 , nie umiem tego koloru opisac inaczej niz "berry", cos pomiedzy ciemnym rozem i sliwka. Trzecie zdiecie na ktorym widac ja tylko troszeczke najlepiej oddaje jej kolor.

DIOR ADDICT GLITTER 001, cos jak braz, jednak koloru tej pomadki tez nie potrafie opisac, ma duzo srebrnych drobinek, pomimo tego bardzo ladnie wygladala na ustach, i jak widac po zuzyciu czesto po nia siegalam.


ESTEE LAUDER POMADKI


Nastepne do miana moich ulubionych pomadek pretenduja wlasnie te z ESTEE LAUDER. 
Te rowniez otrzymalam za darmo przy zakupie kosmetykow z tej firmy, a ze namietnie uzywalam kremu DAY WEAR i IDEALIST, to takze szminek mialam mnostwo, te ktore mi nie odpowiadaly, dublowaly sie, badz byly podobne, oddawalam mamie badz kuzynce. 
Zawsze mnie dziwilo ze w tych "giftach", byly naprawde swietne kosmetyki i kolory pomadek i cieni tez byly fajne, uzytkowe, w wiekszosci.




1. 729 Live Wire, najmniej uzytkowa, braz z metalicznym polyskiem, czasem unakladalam ja na srodek ust na inna pomadke, dodawalo to glebi ustom, wygladalo to nawet ciekawie.
Bardzo kremowa, rowno sie na  ustach rozkladala i dobrze trzymala.

Juz dawno zaobserwowalam taka prawidlowosc ; im brzydszy kolor tym lepiej sie trzyma.

2. 57 FRENCH FIG, bardzo przeze mnie lubiana, inealna na jesien, braz zmieszany z czerwienia, zgaszone pomarancza, przypomina mi liscie klonu jesienia, piekny stonowany, elegancki kolor.
Bardzo kremowa, idealnie sie rozprowadza.

3. Crystal Pink, rozowa, nie jest tak kremowaj ak poprzednie, choc to zle sformulowanie, bo kremowa jest, lecz posiada mniej pigmentu? po jej nalozeniu, usta wygladaja na naturalnie zarozowione, lekko blyszczace i zadbane, idealna do naturalnego makijazu, lub tzw. smoky .

4. Ta pomadke mam najdluzej, bo okolo 16-17 lat. trzymam ja poniewaz na samym poczatku uzywania odkleila sie nalepka z nazwa, a jest to moj kolor idealny i od kilkunastu lat, co jakis czas biore ja do sklepow i probuje znalesc cos podobnego.
Znowu jest to bardzo jesienny kolor, choc mysle ze  jest to jeden z tych kolorow ktore pasuja przez okragly rok, gdyz ten pomarancz jest dosc wesoly i tylko lekko przygaszony, 
Mimo ze ma juz tyle lat, wciaz pozostaje kremowa i pieknie sie rozprowadza, nawet zapach pozostal ten sam.
Ta pomadka jest podobna do French Fig, tylko FF ma wiecej tonow czerwonych i jest bardziej zgaszona a tu dominuje brzoskwiniowy pomarancz, 

5. 12 Beige, jak sama nazwa wskazuje  po prostu bezowa, uzywalam jej sporadycznie, zbyt jasna dla mnie, dobrze sie rozprowadzala na ustach, lecz juz nie tak kremowa jak French Fig i ta bezimienna.

6. 87 Sunstone, na ustach troche jasniejsza niz na zdieciu, ma dosc nieoczywisty kolor, moze to z powodu metalicznego polysku?  Jest tu i pomarancz i braz, moze troche zgaszonej czerwieni, zlota?
Wlasnie zlote drobinki nadaja jej metalicznego blasku na ustach. 
Tej pomatki tez zbyt czesto nie uzywalam, raczej jej kolor do mnie nie pasowal, wole kolory stonowane, zgaszone, poza tym ta pomadka podbijala zolty kolor zebow niestety:(

piątek, 15 września 2017



POMADKI Z CLINIQUE


 Jesli komus sie wydaje ze to kardashianki wynalazly bezowo-brazowe pomadki to jest w bledzie, my w koncowce lat osiemdziesiatych i w latach dziewiedziesiatych takie nosilysmy. 
 Moje nie sa az tak stare, ale swoje lata maja.

Do szminek z CLINIQUE zawsze mialam sentyment, byly to jedne z pierwszych z gornej polki jakie mialam; te tutaj to "gift with purchase", czyli dodatek przy zakupie.
Kazdy kto kiedykolwiek posiadal szminke z Clinique wie jak bardzo przyjemnie sie je naklada i jak na takie pomadki dobrze sie trzymaja.
Mialam ich w swoim zyciu sporo, teraz mam kilka z seri POP i tez sa swietne.







Niestety mam zbyt slaby aparat aby w pelni oddac ich kolory.

1.Creamy Nude- nazwa w pelni oddaje kolor, moja ulubiona, pieknie wyglada na ustach, wlasnie ten kolor chcialabym jeszcze kiedys miec, ladnie pokrywa usta- to wlasnie jedna z wielu zalet pomadek z CLINIQUE

2. Sweet Honey- nie jest taka kremowa jak jej poprzedniczka, ale usta pieknie pokrywa i wyglada swietnie, cos jak moje usta tylko w ladniejszym bezowm z domieszka leciutkiej brzoskwini, idealna do pracy. Tez bym jeszcze chetnie ja odkupila.

3. Blush Nude - podobna do Cream Nude- jakby ktos do niej domieszal troche ceglastej czerwieni.
Na ustach wyglada na bezowa z lekka domieszka pomaranczy, cudownie kremowa. Piekny kolor i tez bardzo bym chciala jeszcze kiedys taka miec, bo bardzo dobrze sie w takich kolorach czuje.

4. Blushing Coral - najmniej lubiana z nich przeze mnie, na ustach pozostawia lekki kolor i daje lekko metaliczny polysk. nie jest tak kremowa jak pozostale. Sam jej kolor jest rozowo-brzoskwiniowy, lubilam ja uzywac latem, teraz uzywam bardzo podobnej ze STILA, w koloze CHELSEA, ta jest moze o jeden ton bardziej rozowa. lecz ma ustach to doskonala brzoskwinka i na ustach , choc jest blyszczaca (usta wygladaja na mokre), nie ma tego metalicznego poblasku co Blushing Coral. 
W opakowaniach wygladaja na zupelnie rozne ale na ustach zachowuja sie i wygladaja bardzo podobnie. wiec przynajmniej w tym przypadku mam nastepczynie.




Zdiecie zrobione na kolanie i niestety nie oddaje kolorow i uroku tych pomadek.
Po lewej Clinique (w naturze jest bardziej brzoskwiniowa niz pomaranczowajak na tym zdieciu).
Po prawej STILA, ta jest bardziej fotogeniczna, w naturze jest  ociupinke mniej rozowa.

O ile kosmetykow do pielegnacji z CLINIQUE zabardzo nie lubie (a uzywalam ich przez kilka lat), o tyle kolorowke bardzo lubie, i tusze i podklady zawsze bardzo mi odpowiadaly, nie wspominajac nawet o pomadkach. 
Niestety teraz jest na rynku tyle kosmetykow ze czesto w pogoni za czyms nowym zapominamy o tych naszych ulubionych, a czesto tez koncerny w tej wlasnie pogoni za nowym przestaja produkowac naprawde fajne kosmetyki, jak naprzyklad muj ukochany, jedyny, niepowtazalny blyszczyk do ust wlasnie z CLINIQUE, ktorego zuzylam chyba cztery opakowania, a przeciez tak naprawde blyszczykow nie lubie, ale ten byl jedyny w swoim rodzaju, i choc nie mam go od okolo trzynastu lat wciaz go pamietam:(

Bardzo zaluje ze aparat nie byl w stanie oddac w pelni tych pieknych kolorow, choc zrobilam pewnie z piedziesiat zdiec i nabiegalam sie po calym mieszkaniu, niestety mam zwykly maly aparacik tzw. idiot camera, 

czwartek, 14 września 2017



WIELKIE SPRZATANIE

 Nikogo nie musze przekonywac (oprocz siebie samej) jak wazne jest pozbywanie sie rzeczy ktorych nie uzywamy.
 
U mnie torba ze starymi kosmetykami stoi juz chyba ze trzy lata i sukcesywnie ja dopelnialam wciaz nowymi/starymi rzeczami, ale jakos serca nie mialam zeby sie tego wszystkiego w diably pozbyc.
Chyba wciaz we mnie siedzi moje komunistyczne dziecinstwo.
  
Dzisiaj moje koty postanowily wziac sprawy w swoje lapy i gdy obudzilam sie zastalam cala podloge w sypialni zaslana kosmetykami.

Najpierw postanowilam wyrzucic to wszystko, ale potem znowu zagraly sentymenty.... bo przeciez kocham te szminke i dlatego jej nie wyrzucilam ze chce odkupic taka sama, a o tym musze pamietac zeby bron Boze nie kupic, itd...

Wiec lekko posegregowalam i stwierdzilam ze warto ku pamieci o kilku napisac.

Wyglada to narazie tak:




Pewnie jeszcze kilka pomadek sie tu powinno znalezc:




Kredek do ust nigdy nie mialam duzo, bo bardzo rzadko ich uzywam




CHRISTIAN DIOR 833ACAJOU MAHOGANY- brick red, wlasnie taka piekna zgaszona czerwien.
Nie wiem ile lat ma ta kredka, ale wciaz jest cudownie kremowa, na zdieciu ponizej pociagnelam nia tylko raz.

HELENA RUBINSTEIN HEATHER No12 - kolor berry-to slowo chyba najlepiej oddaje jej kolor,
wyschla na wior, wiec nie udalo mi sie zrobic dobrego "slocza"

Obie byly sliczne, HR zawsze byla troche twarda, a CHD mieciutka jak maeslko.



Naturalne pomadki z LAVERA, przepiekne jesienne kolory:
PEACH AMBER 02
SUNSET ORANGE 06
RED BERRY CHARM 05




Piekne maselkowe, nie wysuszaly ust, naprawde typowo jesienne, niestety szybko sie "popsuly".
Nie utrzymywaly sie na ustach zbyt dlugo i mam wrazenie ze sie rozplywaly - wychodzily poza zarys ust, potrzebna by byla do nich konturowka.
Nie bylam nimi wczesniej zachwycona i wiecej raczej nie siegne po takie pomadki.
Mysle ze teraz kiedy jestem starsza odwazylabym sie nosic je na codzien, lecz trzy - cztery lata temu wydawalo mi sie ze sa zbyt pomaranczowe?, i jeszcze jedno, chyba one wszystkie powodowaly to ze zeby wydawaly sie bardziej zolte, a ja jako  milosniczka i kawy i herbaty zebow i tak nie mam zbyt bialych.